Technologia vs tradycja – azjatycka walka z koronawirusem

Koronawirus – od grudnia 2019 roku słowo najczęściej wypowiadane we wszystkich możliwych językach świata. Zjawisko, które w mniejszym lub większym stopniu dotknęło prawie każdego człowieka na świecie. Epidemia, która z chińskiego miasta Wuhan w ciągu kilku miesięcy rozlała się po świecie, przybierając rozmiary, których nikt jeszcze na początku roku nie byłby w stanie przewidzieć. W epoce globalizacji można by oczekiwać, że większość wysoko rozwiniętych i rozwijających się krajów świata podejmie podobne kroki zapobiegające dramatycznemu rozprzestrzenianiu się wirusa. Tak się jednak nie stało. Od całkowitego odcięcia miast lub całych regionów kraju zastosowanych w Chinach, poprzez model hybrydowy wprowadzony w większości krajów europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych, skończywszy na ogólnych apelach i powierzchownych ograniczeniach obserwowanych w Japonii czy Szwecji – rząd każdego kraju z osobna decydował o stopniu i czasie trwania wprowadzonych restrykcji. Wszelkie ostateczne oceny efektywności zastosowanych rozwiązań przed końcem pandemii nie wnoszą większej wartości poznawczej, jednakże porównanie środków wykorzystanych przez Japonię i ChRL już teraz pozwala na wyodrębnienie skrajnie różnego podejścia. Dotyczy to zwłaszcza wykorzystania nowoczesnej technologii w zakresie zarządzania kryzysowego.

Państwo Środka środkiem epidemii

Podczas skokowego wzrostu zachorowań w początkowej fazie epidemii, gdy w ciągu 2 miesięcy od pierwszego przypadku wykryto 80 tysięcy zakażeń (według oficjalnych statystyk), chińskie władze zdecydowały się na podjęcie bardzo zdecydowanych kroków. Zamknięto praktycznie całą około 60-milionową prowincję Hubei, wliczając w to 11 milionowe miasto Wuhan, wprowadzając największy pod względem skali lockdown w najnowszej historii. Po częściowym zwolnieniu restrykcji w przemieszczaniu się, z pomocą w kontroli ruchu mieszkańców przyszła najnowsza technologia. Aplikacje „trackujące” współtworzone przez największe chińskie koncerny technologiczne, kody QR, które kwalifikują obywateli ze względu na ryzyko zakażenia, oraz zaawansowane algorytmy, które analizują nie tylko lokalizację, ale i dane na temat stanu zdrowia, przebytych chorób i historii podróży… Zaawansowana technologia służy nie tylko wzrostowi efektywności ekonomicznej oraz wygody i komfortu życia, ale może być pomocna również w przypadku ograniczania rozwoju epidemii (aspekty polityczne pominięto). Dzięki podjętym krokom według oficjalnych źródeł niezwykle skutecznie udało się zahamować wzrost liczby chorych, a od kwietnia 2020 roku w całych Chinach notuje się zaledwie kilka nowych przypadków COVID-19 dziennie.

Japońska odpowiedź

Po drugiej stronie tarczy przeciwko koronawirusowi stoi Japonia. To gęsto zaludniony kraj, w którym zdecydowana większość obywateli stłoczona jest w wielkich aglomeracjach miejskich, gdzie powszechną praktyką jest powrót do domu jedynie na nocleg, a całość życia odbywa się w miejscach publicznych. Stwarza on idealne warunki do rozprzestrzeniania się wysoce zakaźnego wirusa. Jednak do końca maja 2020 roku w Kraju Kwitnącej Wiśni zanotowano niecałe 20 tysięcy zarażeń. Spodziewać by się można, że w kraju bazującym na eksporcie technologii jej wykorzystanie w walce z COVID-19 będzie oczywistością. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Pomimo wprowadzonego w Japonii stanu wyjątkowego większość działań skupia się na rządowych apelach opartych o regułę trzech „C” – no closed spaces (unikanie zamkniętych przestrzeni), no crowded spaces (unikanie zatłoczonych miejsc) and no close-contact settings (unikanie bliskich kontaktów). Próżno szukać przymusowej izolacji czy bardzo popularnego w Europie i Stanach Zjednoczonych tzw. social-distancingu (unikania kontaktów z innymi ludźmi). Ograniczenie prawdopodobieństwa bliskich kontaktów w przestrzeniach publicznych połączone z mozolną pracą ponad 50 tys. pracowników zatrudnionych w Centrach Zdrowia Publicznego, którzy na co dzień śledzą ogniska zakażeń grypą lub zapaleniem płuc, oraz wysokim poziomem samoświadomości zdrowotnej Japończyków przyniosły efekt w postaci wyjątkowo niskiego w skali światowej współczynnika zakażeń w przeliczeniu na mieszkańca, w porównaniu do innych krajów wysokorozwiniętych (ok. 20 tys. chorych na 120 mln mieszkańców).

Zachodnia hybryda

Większość krajów zachodnich ze względu na kompletnie odmienne uwarunkowania kulturowe oraz szereg innych powodów nie mogło pozwolić sobie na żadne z rozwiązań zastosowanych przez Chiny lub Japonię. Powszechnie stosowano więc model hybrydowy – rządowe rozporządzenia ograniczające, choć nie zakazujące przemieszczania się ludności, kontrolowane w większości przypadków przy pomocy nowoczesnej technologii oraz nakłanianie do izolacji społecznej poprzez promocję zdalnego załatwiania potrzeb życia codziennego. Nie okazały się one jednak aż tak skuteczne, jak pierwotnie zakładano. Ograniczyły one znacząco tempo zachorowań, przeciwdziałając przeciążaniom systemów opieki zdrowotnej, jednak statystyki zachorowań są nieubłagane (100 tysięcy przypadków łącznie w Japonii i Chinach a ponad 5 milionów w Europie i Stanach Zjednoczonych – dane na dzień 24.05.2020 r.).

Kultura vs technologia

Powodów dla opisanego wyżej rozwoju sytuacji jest bardzo wiele, a wnioskowanie na podstawie wyrywkowych danych może prowadzić do mylnych konkluzji. Bezsprzecznym pozostaje jednak fakt, że w przypadku epidemii COVID-19 azjatycka kultura respektowania zasad oraz samoświadomości zdrowotnej, wsparta sprawdzonymi metodami kontroli  wprowadzonych obostrzeń, miała większy wpływ na ograniczenie gwałtownego wzrostu zachorowań niż liberalne podejście krajów zachodnich wsparte złudnym poczuciem wysokiej efektywności zdalnych systemów kontroli. W dobie ciągle zmieniającej się rzeczywistości spowodowanej szybkim rozwojem technologii biologia i jej zasady pozostają nieubłaganie stabilne. Zasadnym zatem wydaje się wzięcie pod uwagę faktu, że w krajach zachodnich przy obecnym poziomie rozwoju technologii, powinna ona współdziałać z „manualną” kontrolą wprowadzanych obostrzeń, a nie zastępować ją w całości. Obecnie stosowane rozwiązania skutkują jedynie wytworzeniem złudnego poczucia bezpieczeństwa, co z punktu widzenia epidemiologii jest jednym z największych zagrożeń w dobie pandemii.

Dzięki coraz większej wiedzy nie tylko na temat koronawirusa, ale również reakcji społeczeństwa na wprowadzane obostrzenia, łatwiej będzie dobrać adekwatne metody działań w odpowiedzi na zapowiadaną, potencjalną drugą falę zachorowań. Technologia niewątpliwie jest przydatnym narzędziem w szeroko rozumianej ochronie zdrowia, jednak opieranie na niej większości działań przeciw rozprzestrzenianiu się epidemii okazuje się krokiem przedwczesnym. Pozostaje jednak nadzieja, że pandemia COVID-19 tak jak każdy kryzys przyczyni się do powstania innowacyjnych rozwiązań, które zagwarantują skuteczniejszą ochronę przed podobnymi wydarzeniami w przyszłości.

Autor: Michał Kautsch, Korekta: Kamil Kowalski, Redakcja: Agata Grochowska, Lotus League

Artykuł powstał w ramach współpracy Autora z Fundacją Lotus League – inicjatywą powołaną przez absolwentów czołowych uczelni europejskich oraz azjatyckich, której celem jest stworzenie dogodnej przestrzeni do efektywnego współdziałania na płaszczyźnie akademickiej i biznesowej obu regionów.
Więcej na: www.lotus-league.com