Technologia i tłumaczenia – wywiad z dr Małgorzatą Religą

Katarzyna Zakliczyńska, ChinyTech.pl, redaktor naczelna China Illustrata: Jakie są kryteria wyboru tekstu konkursowego do “Sinoprzekładu”? Co spowodowało, że w zeszłym roku jako tekst konkursowy wybrano 《七宝楼台》“Wieżę siedmiu skarbów” Chen Pinga?

dr Małgorzata Religa, kierownik Zakładu Sinologii UW: W zeszłym roku było to bardzo zabawne kryterium, mianowicie niedostępność tekstu po angielsku. Chodziło o to, żeby tekst musiał być na pewno przełożony z języka chińskiego, bez pomocy przekładów na inne języki. Wydaje mi się zresztą, że zawsze będzie to aktualne kryterium. Drugim kryterium był literacki charakter tekstu. W zeszłorocznej edycji tłumaczeniu podlegał fragment, w tym roku jest to całe opowiadanie. Ta druga możliwość jest oczywiście zawsze lepsza, bo jeżeli tekst jest w całości, zmienia się perspektywa tłumacza. Nie zawsze jednak teksty o tak niewielkiej objętości, czyli jakieś 2 strony z kawałkiem, są dostępne. My też poniekąd jeszcze się uczymy tego, jak konkurs powinien wyglądać. Zatem, jeśli chodzi o czysto zewnętrzne kryteria będą to: niedostępność tekstu po angielsku, charakter literacki i długość.

Z jakimi problemami tłumaczeniowymi musieli się mierzyć uczestnicy konkursu Sinoprzekład? Jak to wyglądało w roku ubiegłym, a jak w tym?

Oba teksty były bardzo różne od siebie i trudności w przekładzie były także odmienne. Ubiegłoroczny tekst opisywał sytuację rozgrywającą się w Londynie, w muzeum sztuki. Tłumacze musieli zmierzyć się na przykład z terminologią odnoszącą się do technik ceramicznych używanych historycznie w Chinach. W tamtym tekście znajdował się także fragment z klasycznego wiersza, a to zawsze sprawia kłopot w tłumaczeniu. Tegoroczny tekst rozgrywa się we współczesnych Chinach, za to odwołuje się do różnych społecznych sytuacji zasygnalizowanych bardzo skrótowo, posługuje się językiem mniej poetyckim, zdecydowanie ostrzejszym, bardziej potocznym, co niekoniecznie znaczy, że łatwiejszym w przekładzie.  W obu tekstach pojawiały się króciutkie partie dialogowe, a dobre oddanie dialogu jest zawsze trudne.

Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę podczas oceniania tekstu, wcale nie jest zgodność bądź niezgodność tłumaczenia z oryginałem. Zdarzają się oczywiście sytuacje, w których – nie znając nawet oryginału – widać, że ktoś ewidentnie nie zrozumiał i po prostu źle tłumaczy, ale nawet to nie przyciąga od razu tak dużej uwagi. Pierwsze uderzające wrażenie to umiejętność bądź nieumiejętność władania literacką polszczyzną. Nie chodzi o to, czy ktoś umiałby stworzyć dzieło literackie, ale o posiadanie wyczucia bądź widocznego braku wyczucia odpowiedniego rejestru języka. Pojawiają się na przykład kolokwializmy, tam gdzie są nieuzasadnione i nieuprawnione. Oczywiście, że mają one swoje miejsce w literaturze, ale czasami wyraźnie widać, że ktoś pisze tylko językiem, który zna z internetowej wymiany wypowiedzi. Z drugiej strony, jeśli ktoś ma dobrze opanowaną literacką polszczyznę,  również jest to bardzo widoczne, dzięki płynności języka i rytmowi, który udało mu się osiągnąć. Ważny jest warsztat tłumacza, to znaczy na ile ktoś potrafi we właściwy sposób oddać  treść i styl oryginału. Jest to coś, co sprawiło trudność tłumaczom w tegorocznej edycji, ponieważ konkursowy tekst pisany był w cyniczno-ironicznym tonie. Opowiadanie – nie posługując się w zasadzie żartami,  w jakimś sensie jako całość było żartem. Dość ponurym, ale żartem. Uchwycenie właściwego tonu po polsku okazało się dla tłumaczy kłopotliwe. Oczywiście jest to zrozumiałe, bo odtworzenie takiego wrażenia wymaga dość zaawansowanego warsztatu. Niekoniecznie mam tu na myśli technikę, której się można nauczyć, ale raczej rodzaj słuchu literackiego i umiejętności zapanowania nad własnym językiem tak, aby osiągnąć zamierzony efekt. Chciałam jednak dodać, że czytając prace konkursowe, spotkałam się też z kilkoma znakomitymi pomysłami tłumaczeniowymi. Niektóre były bardziej udane, inne mniej, ale widać było, że tłumacz znakomicie rozumie jakiś kłopotliwy fragment, że dobrze uchwycił jego ton i stara się znaleźć jego najlepszy odpowiednik w polszczyźnie. 

Czy zauważa Pani jakąś przyczynę tych problemów?

Jeśli potraktujemy tłumaczenie jako samodzielny tekst literacki, to powinien to być tekst, który zwróciłby moją uwagę, gdybym przeczytała go po polsku. Czasami prace mogą być poprawnie przetłumaczone w sensie zgodności z treścią, ale po polsku nie brzmią jak literatura, są chropawe, niezgrabne. Wydaje mi się, że jest to kwestia doświadczenia i wprawy. Ewentualnie, jeśli wierzymy, że istnieje talent, to jest to też kwestia talentu.

Jeżeli zaś chodzi o problemy na bardziej podstawowym poziomie, czyli o kwestię opanowania języka ojczystego, to myślę, że wynika to z nieoczytania. Ludzie nie czytają, a jeśli już czytają to tylko jeden typ literatury. Jest to jedno z moich ulubionych, jak to się mówi po angielsku, „pet peeves”: mówi się, że młodzież nie jest w stanie np. czytać Krzyżaków albo Lalki, czy innych klasycznych lektur szkolnych, bo im się to nie podoba i jest to dla nich coś na tyle obcego, że nie są w stanie przez to przebrnąć. Ale przecież literatura, z którą zapoznaje szkoła nie jest po to, żeby się podobać, tylko po to, żeby pokazać, jak kiedyś posługiwano się językiem, jak kiedyś myślano, jak kiedyś budowano świat za pomocą języka. To jest coś, co ma dać pogłębioną perspektywę, wzbogacić nasz własny język i nasz ogląd świata. W przypadku tłumaczy jest to więc brak tego całego zaplecza literackiego.

Na czym zazwyczaj polegają problemy przy tłumaczeniu chińskich tekstów literackich na język polski dla Pani jako zawodowego tłumacza?

W tłumaczeniu zawsze są te same podstawowe problemy. Po pierwsze, kwestia prawidłowego zrozumienia tekstu na poziomie znajomości gramatyki i słownictwa. Zdarzająsię sytuacje, w których tłumacz, włącznie ze mną – sama przypominam sobie teraz różne rzeczy i ciarki mnie przechodzą– po prostu popełnia błąd, źle coś rozumie. Dla osoby, która uczy się jakiegoś języka obcego i nie jest to dla niej język rodzimy, problem niezrozumienia będzie występował zawsze. Druga rzecz to osiągnięcie efektu literackiego. W przekładzie z tak odmiennego języka jakim jest chiński, zawsze pojawi się pytanie, czy mamy chiński tekst spolszczać, czy raczej egzotyzować polszczyznę. Można iść w obie strony i wydaje mi się, że żaden tłumacz nie odpowiada się za jednym rozwiązaniem we wszystkich wypadkach. Moim ideałem jest, żeby czytelnik czytając przekład, nie miał wrażenia, że jest to tłumaczenie. Żeby miał wrażenie, że jest to tekst, który powstał po polsku. 

Czy przy tłumaczeniu specjalistycznym można napotkać te same problemy?

Tłumaczenie specjalistyczne, nieliterackie to zupełnie inny zestaw problemów. Po pierwsze w przypadku tłumaczeń nieliterackich: prawniczych, politycznych, gospodarczych, itd., tłumacz musi sam znać temat o którym jest mowa. Jeżeli tłumaczy chociażby tekst medyczny, to musi mieć jakieś pojęcie na temat tego, czego tekst dotyczy. To nie znaczy oczywiście, że wyłącznie lekarze mogą tłumaczyć teksty lekarskie i, że wyłącznie politycy mogą tłumaczyć teksty polityczne, ale w samym procesie przekładu tłumacz będzie zmuszony dowiedzieć się co znaczą terminy, którymi tekst się posługuje. Odnosi się to oczywiście także do tłumaczeń literackich, w których pojawia się terminologia specjalistyczna z różnych dziedzin, ale nie w takim natężeniu. Tłumacz literatury tłumaczy z kultury na kulturę, będzie się więc stykał z dużą ilością słownictwa specyficznego dla środowiska, w jakim żyją ludzie obu kultur. Najprostszy przykład, bardzo wyraźny w tłumaczeniach z chińskiego, to kwestia form adresatywnych  – jak ludzie zwracają się do siebie. Jak to przekładamy? Co zachowujemy? Czy zachowujemy wszystkie „ciociu”, „wujku”, „bratowo” w rozmowach dorosłych i niespokrewnionych ludzi? Co robimy z takimi formami, jak „stary Wang”, „Zhang trzeci” i tak dalej?

W przypadku tłumaczeń specjalistycznych jest to kwestia bardzo dobrej znajomości słownictwa z danej dziedziny, by móc tekst po prostu zrozumieć. Ponadto, w tłumaczeniach specjalistycznych najważniejsza jest precyzja. A trzeba pamiętać, że nawet bardzo specjalistyczna terminologia nie będzie się nigdy pokrywać w stu procentach w dwóch językach. Konieczna jest wiedza, że np. jakiś termin w polszczyźnie jest po chińsku wyrażony za pomocą dwóch innych. Jest to bardzo trudna i wymagająca dużej wiedzy praca.

Z perspektywy osoby polskojęzycznej, czy podobne problemy istnieją podczas tłumaczenia z polskiego na chiński?

Oczywiście. Trzeba też pamiętać, że istnieje różnica między tłumaczeniem ustnym i pisemnym. Są tłumacze ustni, którzy bez żadnego problemu radzą sobie w swojej dziedzinie, nawet w bardzo wyspecjalizowanych tematach i  prowadzą tłumaczenie w obie strony – z chińskiego na polski i z polskiego na chiński. Nie wiadomo mi jednak, żeby ktoś wykonywał tego typu tłumaczenia literackie na piśmie, gotowe do publikacji. Nawet w przypadku tłumaczeń nieliterackich wydaje mi się, że niewiele jest osób, które dokonują tłumaczeń dużych partii z polskiego na chiński zupełnie samodzielnie. Są oczywiście w stanie przetłumaczyć tekst na tyle, żeby był treściowo i gramatycznie całkowicie poprawny i całkowicie zrozumiały, powinni jednak przepuścić ten tekst przez native’ów. W takim przypadku zapewne okaże się, że potrzebne są poprawki i najprawdopodobniej będą to poprawki stylistyczne. Każda z tych dziedzin, o których wspominałyśmy, poza wyspecjalizowanym słownictwem, posiada również swoją stylistykę. To jest już naprawdę bardzo wysoki poziom znajomości języka, zbliżony do znajomości rodzimej, który wymaga ogromnej wprawy i wykształcenia.

W jaki więc sposób nowoczesna technologia może pomóc polskiemu tłumaczowi języka chińskiego? Czy może stanowić jakąś przeszkodę?

To jak może pomagać, jest dość oczywiste. Chociażby słowniki internetowe! Pamiętam w dawnych czasach tłumaczenie, które odbywało się przy ważących grube kilogramy materialnych słownikach. W tej chwili wszystko ma się na jedno kliknięcie. A i tak denerwuje mnie, że muszę przechodzić ze strony na stronę! Jest to zatem niewiarygodne ułatwienie. Po drugie, sam dostęp do wyszukiwarek jest niezwykle pomocny – jeśli nie zna się jakiegoś słowa, można zadać pytanie na forach albo poszukać go w innych tekstach, zobaczyć jak jest używane. Ale dostęp do narzędzi, które wspomagają tłumacza w zakresie językowym, to nie wszystko. Tłumacząc,  często przetwarza się tekst o czymś, czego się nigdy nie widziało, na przykład opis jakiegoś chińskiego miasta. Dzięki wyszukiwarkom mamy dostęp do zdjęć, można takie miasto zobaczyć, a zupełnie inaczej tłumaczy się przecież, wiedząc o czym się pisze.

Są też różnego rodzaju narzędzia, które tłumaczą same, na przykład najpopularniejszy chyba Tłumacz Google. Google Translate oczywiście nie daje gotowego tłumaczenia  (bo mniej więcej w 40 % nadal nie daje sobie rady ze składnią i zdanie jako całość tłumaczy błędnie), a raczej ogólny ogląd tego, co jest w tekście powiedziane. Przy bardzo gęstych i skomplikowanych tekstach może to być pomocne. Moim osobistym problemem jako tłumacza jest nieuwaga, niektórych rzeczy nie widzę i nieświadomie je opuszczam. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego tak się dzieje, następuje jakieś rozprężenie uwagi i coś z tekstu wypada. Jeżeli fragmenty tekstów przepuszczam albo przez słownik, albo przez narzędzie tłumacza właśnie, to robię to po to, żeby w poszczególnych fragmentach sprawdzić czy na pewno nic nie zostało ominięte.

Ja osobiście nie widzę negatywnych stron wykorzystania nowych technologii w tłumaczeniu, przy oczywistej świadomości, że przynajmniej na razie poziom tych narzędzi jest z jedej strony imponująco zaawansowany, ale z drugiej strony nadal jednak początkowy. Nie mam stuprocentowego zaufania do tych technologii i nawet jeśli „przepuszczam” tekst przez translatory, większość słownictwa i tak sprawdzam w słownikach, nie mówiąc już oczywiście o tym, że jeśli chodzi o poskładanie tego słownictwa w całość, to wciąż jest zadanie tłumacza . Zauważyłam jednak, że są pewne dziedziny, w których np. Google Translate działa bardzo sprawnie. Na przykład w tłumaczeniu tekstów politycznych, oczywiście z chińskiego na angielski. (Generalnie mowa tu raczej o tłumaczeniu z chińskiego na angielski, bo jest to zupełnie inny poziom zaawansowania niż tłumaczenie na polski ). Jednak jest to zadziwiające, że tam, gdzie słownictwo jest utarte, gdzie pewne terminy wciąż się powtarzają, a przede wszystkim tam, gdzie składniowe zestawienia tego słownictwa się powtarzają,  w tych dziedzinach naprawdę pojawiają całe fragmenty, z których można by swobodnie korzystać po wprowadzeniu kilku poprawek. Nie zauważyłam tego w żadnej innej dziedzinie poza tekstami politycznymi, ale jeśli ktoś chce sobie poczytać, co powiedział Xi Jinping, to jak najbardziej może korzystać z Tłumacza Google.

Czy wystarczająco dużo i sprawnie korzystamy z pomocy urządzeń, np. kabin tłumaczeniowych dla tłumaczy symultanicznych?

My z tego w ogóle nie korzystamy. Od tego roku na warszawskiej sinologii po raz pierwszy od dziesięcioleci mamy dostęp, chociażby częściowy, do laboratoriów. Jeśli chodzi o  tłumaczenie w kabinach tłumaczeniowych – byłoby oczywiście genialnie, gdybyśmy mieli dostęp do tego rodzaju narzędzi. Technika oczywiście jest niezbędna w przypadku zawodowych tłumaczy kabinowych. Jest ona jednak drugim krokiem. Pierwszym krokiem jest uczenie warsztatu tłumacza ustnego, nawet niekoniecznie symultanicznego. Tłumacz ustny funkcjonuje zupełnie inaczej niż tłumacz pisemny. Musi bardzo szybko wychwytywać pewne zasadnicze elementy w konstrukcji wypowiedzi oryginalnej, na których może skonstruować wypowiedź polską. Poza tym nie tłumaczy pojedynczo słowo po słowie, tylko całe bloki wypowiedzi, które musi natychmiast przetwarzać. W naszym przypadku na czwartym, piątym roku prowadzimy translatoria, które są poświęcone tłumaczeniu ustnemu. Byłoby świetnie mieć dostęp do kabin tłumaczeniowych, jednak pierwszym krokiem ku zawodowemu szkoleniu tłumaczy ustnych musiałoby być przekształcenie studiów. To musiałyby być studia magisterskie nastawione w głównej mierze na tłumaczenie i translatorykę. Uniwersyteckie sinologie w Polsce wyszły zasadniczo z jednego pnia i są bardzo silnie oparte na kontakcie z chińskim tekstem. Dają studentom narzędzie, którym jest możliwość dość swobodnego poruszania się w niemalże dowolnym tekście chińskim. Czy to jest tekst współczesny, czy klasyczny, czy specjalistyczny z dziedziny humanistyki, czy techniczny –absolwent sinologii powinien być w stanie dać sobie z nim radę. Oczywiście nie od razu wszystkie tłumaczenia będą przychodzić z tą samą łatwością, ale wszystkie teksty powinny być dla takiego absolwenta dostępne. Czy to znaczy, że to są studia translatologiczne? Z całą pewnością nie. Wymagałyby opracowania nowego programu. Zastanawialiśmy się nad kwestią zajęć z lektury tekstów. Czy chodzi nam o lekturę intensywną? W tym przypadku mogłyby to być zajęcia tłumaczeniowe. Czy może chodzi nam jednak o lekturę ekstensywną? Ostatecznie stanęło na czymś pośrodku, ale chodzi nam o czytanie możliwie największej i zróżnicowanej liczby tekstów. Jeśli pyta Pani, czy są to zajęcia translatologiczne, to myślę, że takimi zajęciami nie są.

Czy w niedalekiej przyszłości będzie w ogóle miejsce dla tłumaczy? Czy nie zostaną oni całkowicie (częściowo już się to stało) zastąpieni przez AI?

Wydaje mi się, że tłumacze mogą być zastąpieni przez technologię. Z pewnością takie zastąpienie będzie miało miejsce w dziedzinie tłumaczeń specjalistycznych spoza humanistyki, bo są to tłumaczenia posługujące się najbardziej precyzyjnym i jednoznacznym językiem.  W przypadku humanistyki myślę, że takie zastąpienie też nie jest niemożliwe i nastąpi, jeśli technologia będzie rozwijać się w tym kierunku. Jeżeli chodzi o tłumaczenia literackie, osobiście jestem zdania, że jeśli sztuczna inteligencja będzie dokonywać tłumaczeń technicznych czy humanistycznych, to chyba nie ma rzeczywistego powodu, dla którego nie mogłaby wykonywać tłumaczeń literackich. Może nie wydarzy się to w ciągu najbliższych 10 lat, ale poza chwilowymi ograniczeniami technicznymi, nie widzę przeszkód. Czy oznacza to całkowite zniknięcie tłumaczy – ludzi? Nie wiem. Wydaje mi się, że człowiek jako tłumacz jest po prostu elementem ludzkich interakcji. Analogicznie – czy na uniwersytetach potrzebne są wykłady? Studenci mogą przecież tę samą wiedzę, która jest przekazywana przez półtorej godziny na wykładzie, zdobyć szybciej za pomocą książki albo Internetu. Prowadzący wnosi jednak do wykładu pewną wartość dodaną – on te wiadomości selekcjonuje, dobiera, opatruje je swoim własnym nastawieniem, zainteresowaniem, w jakimś sensie je – mam nadzieję – wzbogaca swoim własnym doświadczeniem. Tłumacz w rozmowach oficjalnych może też być ważnym elementem interakcji. Dobry tłumacz ustny może zyskać sympatię, załagodzić dyskusję. Wydaje mi się, że tłumacze pisemni także nadal będą istnieć, niekoniecznie może jako oddzielny zawód, ale będą musieli występować przynajmniej w roli kontrolerów. Będą w stanie ocenić przetłumaczone teksty. Poza tym umiejętność tłumaczenia nie jest czymś aż tak mechanicznie złożonym, żebyśmy musieli być zastąpieni przez maszyny. Istnieją maszyny, które w fabrykach wykonują mnóstwo precyzyjnych operacji na raz, dla których wykonania potrzebne by było kilkadziesiąt osób i zajęłoby to nieporównanie dłużej, o ile w ogóle byłoby możliwe. W przypadku tłumaczeń tak nie jest. Człowiek jest może trochę wolniejszy niż komputer, ale na efekt pracy tłumacza można poczekać, nie trzeba go uzyskać natychmiast. Wydaje mi się, że część pracy obecnych tłumaczy zostanie zastąpiona przez technologię, ale warsztat i umiejętności tłumacza jeszcze jakiś czas z nami zostaną. 

Trzeba zauważyć, że tłumacz, przetwarzając jakiś tekst, jest zmuszony do interpretacji, bierze pod uwagę jakiś kontekst sytuacyjny i kulturowy. Jak na razie technologia nie ma takiej możliwości. Jak według Pani wpływa to na jakość tłumaczenia?

Kontekst ma oczywiście ogromne znaczenie, jednak wszystko zależy od rodzaju tekstu. Jeśli jest to tekst literacki albo tłumaczenie ustne, to wyczucie sytuacji, intencji i tonu jest kluczowe. Komunikacja ustna, a komunikacja pisemna, chociażby mailowa, jednak znacznie się różnią. Na razie technologia nie ma takich umiejętności interpretacyjnych, ale moim zdaniem są to umiejętności, które maszyny być może będą w stanie nabyć.

Czy i w jaki sposób digitalizacja tradycyjnych tekstów klasycznych wpływa na poprawę, bądź pogorszenie jakości i łatwości tłumaczeń?

Dostęp do zdigitalizowanych tekstów, do ich zdjęć i skanów to olbrzymia rzecz i jedno z tych ułatwień, których nie sposób przecenić. Czy to wpłynęło na poziom tłumaczenia? To kwestia tego, czego od tłumaczenia chcemy. Tłumaczenia wykonywane pod koniec XIX w. czy na początku XX w. to przekłady tworzone bez dzisiejszych cudów techniki i są nadal aktualne. Nie wystarczy wyposażyć kogoś w narzędzie, żeby od razu zaczął świetnie tłumaczyć. Nie wiem, czy digitalizacja wpłynęła na jakość tłumaczenia, natomiast z całą pewnością technicznie ułatwiła pracę.

Czy forma cyfrowa nie pozbawia tekstu dodatkowych znaczeń zawartych chociażby w formie zapisu?

To jest bardzo dobre pytanie, ale dotyczy ono tekstów w ogóle, nie tylko prac w języku chińskim. Czy tym samym jest książka papierowa i książka czytana na telefonie? To oczywiście nie jest to samo. Oczywiście, że medium wpływa na tekst. Ale te zmiany w podejściu do książki i do tekstu są nieodwracalne. Mam w swoim gabinecie całą bibliotekę tekstów wydanych w sposób klasyczny, które oczywiście mają w sobie olbrzymi urok, ale z nich na co dzień nie korzystam. Mam te teksty (nie wszystkie, ale coraz więcej) na wyciągnięcie ręki w komputerze. Jest jednak jedno zastrzeżenie: ryzyko błędu w odtworzeniu tekstu w internecie. To problem techniczny, ale też nie jest to kwestia bagatelna. W każdym razie zmiana podejścia do tekstu wynikająca ze zmiany medium jest widoczna i obejmuje cały horyzont postrzegania człowieka. To dotyczy nie tylko literatury.  W tym momencie kultura jest czymś zupełnie innym niż była nawet jeszcze 30-40 lat temu. Wydaje się, że to zmiana nieodwracalna i tyle. Niezależnie czy jest gorzej, czy lepiej, jest tak, jak jest.

Jak z Pani perspektywy wygląda rynek tłumaczeniowy w Polsce? Jakie wyzwania stawiają problemy takie jak chociażby wtórne tłumaczenie na polski oryginalnych tekstów chińskich na podstawie tłumaczeń, np. angielskich?

Mam wrażenie, że w tej chwili sytuacja jest taka, że tłumaczy jest coraz więcej. Nie przypadkowych tłumaczy, a faktycznie osób wyspecjalizowanych w przekładzie literatury chińskiej. Jest ich już sporo i będzie jeszcze więcej. Oznacza to, że ostatecznie powstanie jakiś rodzaj kanonu, jakiś rodzaj szkoły tłumaczenia. W tłumaczeniu z angielskiego wiadomo, jak się tłumaczy pewne rzeczy, nie trzeba ich za każdym razem na nowo odkrywać, bo ilość tekstów przetłumaczonych bezpośredni z angielskiego na polski jest ogromna. W przypadku chińskiego cały czas jeszcze tworzymy te tłumaczeniowe narzędzia dla przyszłych specjalistów. Im lepiej jakiś język i kultura są poznane, tym lepiej dla nas, w tym sensie, że sami zostajemy przez nie wzbogaceni. Koncepcje, wartości, estetyka innych kultur nie muszą nam się podobać, ale trzeba wiedzieć, że takie propozycje i możliwości językowe, intelektualne, myślowe i emocjonalne w ogóle istnieją. Jest to po prostu poszerzenie i wzbogacenie naszej własnej kultury, naszego własnego języka. Kultura polska jest kulturą europejską dzięki temu, że pozostaje w kontakcie z tekstami kultur europejskich, a dzieje się to w dużej mierze dzięki tłumaczeniom. Musimy też czerpać z tekstów innych kultur. Powstają różnego rodzaju wydawnictwa, które zainteresowane są kulturą chińską. Oczywiście to, co te wydawnictwa chcą drukować i wydawać, to niekoniecznie jest to samo, co my chcielibyśmy tłumaczyć, jednak  powstaje dużo wydawnictw, które są zainteresowane literaturą wyższego rzędu, nie zważając na to, czy dany tytuł zostanie w Polsce bestsellerem (bo na pewno nie zostanie), czy nie. Jest już przynajmniej kilka wydawnictw, które poważnie podchodzą do literatury nieeuropejskiej, są chętne i gotowe do podjęcia ryzyka. W przypadku literatury chińskiej, jesteśmy też w momencie, w którym powinniśmy korzystać z ekspansji Chin. Chiny są zainteresowane promowaniem swojej kultury i są w jakimś sensie gotowe zapłacić, żeby tę kulturę promować. Nie chodzi tutaj o pazerność, ale tłumacz po prostu nie może tłumaczyć za darmo, bo go na to nie stać, musi z czegoś żyć. Nie mowa tutaj o wielkich pieniądzach, ale w ogóle o jakichkolwiek funduszach, a Chiny są do pewnego stopnia zainteresowane wspieraniem inicjatyw tłumaczeniowych, choć w praktyce uzyskanie takiego wsparcia jest bardzo niepewne. Z drugiej strony są też instytucje polskie, dofinasowywane przez państwo, które nie są nastawione wyłącznie na zysk, za to są gotowe na wydawanie literatury, która jest ważna.

Czy w takim razie według Pani jest szansa, że w Polsce pojawi się teraz popyt na intelektualne towary chińskie?

Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Za każdym razem szokujące jest dla mnie, jak wyglądają doniesienia o stanie czytelnictwa i zainteresowania kulturą wyższą w Polsce, wręcz nie jestem w stanie w to do końca uwierzyć. Informacje te są dość dramatyczne, nie wiem, na ile są prawdziwe, ale ostatecznie skądś się te statystyki biorą. W takiej sytuacji nie będzie popytu na literaturę. Jeśli ludzie w ogóle nie czytają niczego, to dlaczego mieliby czytać literaturę chińską? Jest to literatura trudna w tym sensie, że albo jest literaturą z tzw. wysokiej półki, która jest z samego założenia trudna (a takie teksty się głównie tłumaczy), albo jest egzotyczna. A literatura egzotyczna także jest trudna, bo wymaga przedarcia się przez wiele warstw konceptów kulturowo dla nas obcych.  Dlatego jeżeli nie zmieni się w Polsce wizja tego czym jest kultura, to zainteresowanie po prostu nie będzie rosło.

Jakie cechy według Pani powinien posiadać dobry tłumacz polsko-chiński? Jakie ma Pani rady dla młodych tłumaczy? Może jest coś, czego powinni się wystrzegać?

Tłumacz zdecydowanie powinien być uważny. To coś, czego ja nie mam (śmiech). Przede wszystkim jednak tłumacz musi dobrze znać chiński, a jeszcze lepiej polski. Musi mieć za sobą doświadczenie różnych języków literackich. Musi brać pod uwagę to, jak język się zmieniał. Musi wiedzieć, że pisząc o latach 20. XX wieku nie można używać slangu z XXI wieku, bo te języki mają zupełnie inne brzmienia. Nie ma na to innej rady niż dużo czytać i dużo tłumaczyć.

Dziękujemy.

Dziękuję.


Pisownia oryginalna

©ChinyTech.pl 2019