“Polskie startupy na hongkońskim rynku” – rozmowa z dr Wing Hin Chungiem

Szymon Szczepanowski, ChinyTech: Bywa Pan dosyć często w Polsce. Czy może nam Pan powiedzieć jakie zmiany zauważył Pan na przestrzeni kilku lat w świecie polskich startupów?

dr Wing Hin Chung*: Wydaje mi się, że startupy w Polsce są coraz bardziej odważne, jednak ciągle brak im międzynarodowej ekspozycji. Mam nadzieję, że polskie startupy będą częściej wyjeżdżać za granicę, uczyć się od innych krajów, np. od Wielkiej Brytanii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, ale również od krajów azjatyckich. To co powinny zrobić, to ubiegać się również o wsparcie polskiego rządu przy wyjazdach młodych ludzi za granicę. Tak zrobiła np. Austria. Austria ma własny program wsparcia startupów na wyjazdy do Silicon Valley, do Nowego Jorku, do Tel Awiwu. Również wraz z naszym rządem rozpoczęli program wyjazdów do Hongkongu. I okazał się on wielkim sukcesem. Wiele startupów z Austrii podczas wyjazdu do Hongkongu właśnie tam znalazło dobrych partnerów i inwestorów, a także nowe pomysły jak rozwinąć swoje firmy w Austrii. Podobny model może być zastosowany również w Polsce. 

Myśli więc Pan, że największe trudności młodzi ludzie mają ze znalezieniem finansowania czy może brak im odwagi? Być może jesteśmy za bardzo wstydliwi, albo niezbyt pewni siebie?

Myślę, że pewność siebie przychodzi wraz z doświadczeniem. Z doświadczeniem operowania w środowisku międzynarodowym. Niestety językiem międzynarodowego biznesu jest angielski. Jeśli więc ktoś, kto jest świetnym programistą, jedzie za granicę, jednak nie włada dobrze językiem angielskim, powinien wziąć ze sobą managera rozwoju biznesu, który posługuje się angielskim perfekcyjnie. W ten sposób będzie mógł  przedstawić pomysł inwestorowi w tylko dwie minuty. Dwie minuty to obecnie standardowy czas, w jakim startupy przekonują do siebie inwestorów o swoich pomysłach.

Czy polskie startupy dokładają wystarczających starań, aby  podbijać Wschód?

Mogłyby robić to lepiej, ale oczywiście potrzebują wsparcia. Nie tylko finansowania, w znaczeniu znalezienia inwestora, ale również wsparcia w wykonaniu pierwszych kroków. A to już powinno odbywać się przy wsparciu polskiego rządu. Kupno biletu lotniczego z Warszawy do Hongkongu i opłacenie hotelu na tydzień to nie są duże koszty. Zwłaszcza dla tak dużego kraju jakim jest Polska. 

Mówimy tutaj naprawdę o „raczkowaniu”.

Tak, rzeczywiście są to pierwsze kroki i startupy będą się rozwijały dopiero kiedy będą miały dobry pomysł i znajdą dobrych partnerów. Celem startupów jest znalezienie rozwiązania dla jakiegoś problemu, który jest powszechny na całym świecie. Jest wiele problemów, które czekają na rozwiązanie, mamy chociażby problemy z dziedziny ochrony środowiska, FinTech, kradzieże tożsamości, problemy z kodowaniem, problemy Big Data. Znajdź rozwiązanie, które wpłynie na całą ludzkość i wtedy nad nim pracuj. 

Jaką pomoc w takim razie mogą otrzymać polskie startupy od rządu Hongkongu albo od Państwa organizacji?

Naszym celem jest promocja i pomoc w organizacji wydarzeń w Hongkongu. Mamy własne finansowanie, jednak nie możemy połączyć wszystkich startupów z partnerami w Hongkongu, ponieważ jest ich bardzo wielu. Niektórych nawet nie znamy. Ale to co możemy, to dostarczyć świetne możliwości networkingowe na wielu tego typu wydarzeniach. I tak, w lipcu mamy RISE, konferencję podlegającą pod WEB Summit z Dublina. Potem jest Hongkong FinTech Week w październiku, który jest również pierwszym transgranicznym wydarzeniem z branży FinTech. Promuje ekspansję startupów również do Shenzhen, miasta znajdującego się zaraz po drugiej stronie granicy z Chinami. I w końcu mamy festiwal StartMeUp HK w styczniu, który jest największym festiwalem startupów w Hongkongu. To tam startupy z całego świata mogą swobodnie szukać partnerów, przekonywać do siebie i znajdować inwestorów. To jest świetny festiwal do którego i Wy również możecie się przyłączyć.

Czy otwarcie biura w Hongkongu jest konieczne? Czy może lokalny partner biznesowy będzie wystarczający?

Jeśli rzeczywiście chcesz doświadczyć i zrozumieć rynek, będziesz musiał tam pojechać. Pojechać i pomieszkać. Inaczej się nie da. Jeśli tylko pracujesz z partnerem, to słyszysz jedynie to co on Tobie przekazuje, a taka informacja może być źle zrozumiana. Dlatego więc zawsze zachęcam ludzi do wyjazdu do Hongkongu, a nawet do przeniesienia się tam na przynajmniej kilka miesięcy. Ale oczywiście rozumiem, że nie jest to rozwiązanie dla każdego, gdyż część osób ma rodziny w Polsce i nie chce wyjeżdżać. To jest całkowicie zrozumiałe. Ale warto przynajmniej otworzyć biuro w Hongkongu i zatrudnić osoby, które będą kursowały pomiędzy Polską i Hongkongiem. A zatrudnienie Hongkończyka który mówiłby po polsku, angielsku i chińsku byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem, tylko, że nie jest to proste (śmiech).

Zdaje się, że Hongkong to rynek o bardzo dużej konkurencji. Jak więc na nim przetrwać?

Rzeczywiście jest to rynek, na którym panują twarde zasady konkurencji, ale podobnie jest przecież na całym świecie. Hongkong nie jest tutaj wyjątkiem. Można powiedzieć, że Hongkong jest dosyć drogi, więc trzeba być kreatywnym i zaakceptować warunki takie, jakie są, na przykład wynająć mniejsze mieszkanie. Niektórzy właściciele startupów mieszkają na pobliskiej Lamma Island. Najważniejsze to znaleźć partnerów i finansowanie i dostać się do programu akceleracyjnego, gdzie będziemy mogli stać się częścią tego unikatowego systemu. Jeśli jesteśmy już częścią systemu, częścią programu, to automatycznie inne problemy (techniczne, życia codziennego, związane ze znalezieniem mieszkania) będą dużo łatwiejsze do rozwiązania. 

Być może ktoś mógłby powiedzieć „Dlaczego mielibyśmy wybrać Hongkong? Chiny są przecież znacznie większe!”. Co by Pan odpowiedział na taki argument?

Radzę wybrać Hongkong chociażby ze względu na ochronę własności intelektualnej, jak i dostęp do kapitału. Ważnym argumentem jest też to, że w Hongkongu swobodnie porozumiemy się po angielsku i dużo łatwiej niż ChRL znajdziemy międzynarodowych partnerów. Oczywiście jako drugi krok możemy planować ekspansję na rynek chiński, choćby poprzez pobliskie Shenzhen. To wszystko jest bardzo komplementarne i nie wyklucza się wzajemnie. 

Czy mógłby Pan opowiedzieć o jakimś dobrym przykładzie („case study”) startupu, który odniósł sukces w Hongkongu?

Oczywiście. Mamy nawet jeden startup z Polski – Womb. Startup skierowany głównie do młodych projektantów i designerów. Skupiają głównie projektantów mody zrównoważonej i sprzedają swoje wyroby poprzez sieci sklepów typu „pop-up”, bądź centra designerskie w Hongkongu. Jest też inny startup, produkujący metronomy, które można nosić na pasku na ręce jak zegarek. Są to pierwsze tego typu metronomy, stworzone przez niemiecką firmę w Berlinie, a wyprodukowane w Shenzhen. Ten startup dołączył do naszego hongkońskiego programu akceleracyjnego dla startupów zajmujących się hardware. Ale mamy wiele innych przykładów startupów z Europy. Również wiele firm z Polski decyduje się na rozpoczęcie swojej działalności biznesowej w Hongkongu. Korzystając w ten sposób z pozycji Hongkongu, mają one łatwy dostęp do chińskiego rynku. I to się sprawdza.

Wspominał Pan o programach akceleracyjnych. Gdzie możemy szukać informacji na ich temat?

Najłatwiej przez nasza stronę – Start me up – www.startmeup.hk. Jest tam świetnie przygotowana lista i baza danych z programami akceleracyjnymi (w większości prywatnymi, jako, że rząd Hongkongu nie finansuje bezpośrednio akceleracji startupów), do których może przystąpić jakikolwiek startup z całego świata.

Dziękujemy.

*Wing Hin Chung jest wieloletnim Dyrektorem ds. Promocji Inwestycji w InvestHK w Berlinie, ekspertem w dziedzinie handlu międzynarodowego i rozwoju makroekonomicznego. Jest doktorem filozofii Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego, a także wykładowcą chińsko-niemieckich relacji gospodarczych na Baptist University w Hongkongu.  

©