„Życie jest za krótkie na uczenie się na błędach” – Rozmowa ChinyTech z Markiem Kamińskim

Gorąco kibicujemy Panu w podróży. Dotychczas często słyszeliśmy o Pana pieszych wyprawach. Jak to jest przeżywać taką odległość siedząc za kółkiem, a nie idąc – jak miał to Pan w zwyczaju? Czym ta wyprawa różni się od Pana ostatnich, takich jak chociażby Pana samotna podróż do Santiago de Compostela?

Jeżeli chodzi o tę wyprawę, to ona w sumie nie różni się od moich innych wypraw. Zawsze chodzi o przekraczanie granic, o wyznaczanie nowych dróg, o podążanie ścieżkami mniej uczęszczanymi. Wiec w tym sensie, to nie chodzi o to czy pieszo, na nartach czy samochodem elektrycznym. Chodzi zawsze o idee, które stoją za wyprawami. I właśnie w tym sensie, podążania za ideami, ta podróż nie różni się od moich poprzednich – także od wyprawy do Santiago de Compostela, bo wtedy też podążałem za ideą. Natomiast podróż samochodem elektrycznym z Polski do Japonii wyróżnia się tym, że jest to koncepcja, którą nazwałem „No Trace Expedition” – czyli starałem się znaleść sposób na to, jak można podróżować bez pozostawienia za sobą śladów. Wymyśliłem, że właśnie podróż samochodem elektrycznym – czy w przyszłości samochodem solarnym (pojazdem, który nie pozostawia za soba śladów na środowisku) – jest dobrym pomysłem.  

Generalnie jest to wyprawa technologiczna, pokazująca że samochód elektryczny to nie samochód, który służy tylko do tego, żeby poruszać się po miastach, ale pojazd z którym można przeżywać przygody – takie jak na biegunach, w cudzysłowie oczywiście. Tym razem tym „biegunem” jest wyprawa do Japonii drogą nie uczęszczaną, bo biegnąca przez Syberię, Mongolię, przez pustynię Gobi, przez Chiny. Przez miejsca gdzie…no przecież na Syberii w ogóle nie ma stacji ładowania, więc jest to też wyprawa, która udowadnia, że samochód elektryczny to jest przyszłość. Myślę, że samochód elektryczny nie różni się tylko od tradycyjnego samochodu samym silnikiem, ale różni się mniej więcej tym czym – mówiąc w przenośni – telefon analogowy od smartfonu.

Jest to niezwykła, fascynująca wyprawa, sprawiająca wrażenie wyprawy w przyszłość. Uważam, że samochód elektryczny zmieni jakby pojęcie elektromobilności, czy może wprowadzi pojęcie elektromobilności jako standard. A elektromobilność zmieni kompletnie sposób w jaki żyjemy. Także w tym sensie ta wyprawa jest taką pionierską wyprawą w przyszłość, ze względu chociażby na trasę.  

Jak wygląda trasa Pana przejazdu? Czy wybiera Pan drogi lokalne czy może woli jechać autostradami?

Ja wybieram taką trasę, żeby po prostu przejechać. Więc nie ma znaczenia czy jest to droga lokalna czy autostrada. Autostrad raczej nie ma, to znaczy są może takie umowne autostrady. Jest na przykład Trans-Siberian Highway, ale trudno to nazwać autostradą w naszym tego słowa znaczeniu. Inna kwestia to jak rozumieć pojęcie drogi lokalnej? Na przykład na Syberii można znaleść drogę lokalną z punktu A do punktu B, więc nie ma specjalnie wyboru, trzeba po prostu przejechać. Wyborem może być jazda albo tajgą albo drogą. Wiec w tym sensie wybieram po prostu drogę, która jest najkrótsza. Dodam, że są to bardzo ciekawe drogi, bo wiodą przez tajgę, wzdłuż jeziora Bajkał, przez pustynie czy inne niesamowite miejsca. Często drogi są kompletnie „offroad”. Natomiast, czasami rzeczywiście korzystam z dróg lokalnych i nie jest to tak, że poruszam się tylko drogami głównymi. 

Jak wygląda Pana zwykły program dnia w takiej podróży?

Zwykły dzień podróży wygląda w ten sposób, że budzę się rano i mam taki rytuał, że ćwiczę jogę, medytuję, piszę pamiętnik z wyprawy (dziennik). Uzupełniam też taki dziennik o recyclingu, a dokładniej o śmieciach w danym miejscu. Potem jem śniadanie, planuję moją trasę na dany dzień, planuję również gdzie będę ładował samochód. I ruszam w drogę. Jadę tak długo jak tylko mogę, ale to też wiele zależy od dnia ile przejadę. Czasami jadę nawet od 15 do 20 godzin, włącznie z ładowaniem samochodu. Czasami mam konferencje albo inne spotkania, to wtedy jazda trwa krócej. Generalnie jadę od rana do wieczora. Z postojami na ładowanie. Wieczorem też medytuje i dużo pisze, a pod koniec dnia mam na prawdę sporo spraw technicznych. No i tak wygląda mój dzień.

Zabiera Pan po drodze osoby „na stopa”? 

No to różnie. W sumie zdarzyło mi się zabrać parę osób na stopa, ale po pierwsze autostopowiczów na tej trasie jest bardzo mało, a po drugie mój samochód jest w takiej wersji, że jest trochę przebudowany. Mam tam miejsce do spania. Także generalnie to w samochodzie nie ma nawet siedzenia dla pasażera z przodu i z tyłu. Ale jak trzeba to zabieram osoby na stopa. Teraz podczas drogi byłem bardzo skoncentrowany na samej jeździe, więc to był mój główny cel. Żeby dojechać do Japonii. Natomiast być może w powrotnej drodze (jeżeli będzie droga powrotna!) będę miał więcej luzu. Może wtedy będę częściej zabierał autostopowiczów.    

Zapewne w każdej wyprawie ma Pan ze sobą mnóstwo urządzeń elektronicznych. A jak to jest teraz, czy jedyną różnicą będzie używany przez Pana samochód elektryczny czy może jest więcej jakiś nowoczesnych, innowacyjnych gadżetów, które podróżują razem z Panem?

Jest wiele ciekawych urządzeń elektronicznych, które się bardzo przydają. Na przykład, Garmin inReach Explorer, czyli urządzenie, które nadaje cały czas moją pozycje. Różne GPSy, mam też dużo aplikacji na telefony. Używam aplikacji do nawigacji, na przykład maps.me, Apple maps, Google maps, OsmAnd. Tak więc naprawdę posiadam ich sporo. Może aplikacje na telefon są nawet ważniejsze niż same urządzenia. Oczywiście korzystam też z kamer GoPro (mam 3 takie kamery), kamery Sony, aparatu Leica, mam tez smartwatch fitbit. Korzystam także z takiego czytnika OBD (Leaf Spy), że jestem w stanie podłączyć aplikacje Nissan’a i zobaczyć w jakiej kondycji jest mój samochód. Mam również powerbank, który ładowany jest przy pomocy baterii słonecznej. Także sporo jest tych rzeczy, ale głównie korzystam z wielu aplikacji. 

12 tysięcy km. przejechanych samochodem elektrycznym jest dużym wyzwaniem. Wydaje się, ze łamie Pan stereotypy, ponieważ wiele osób uważa, że samochody elektryczne świetnie sprawdzają się jedynie w miastach. Kiedy według Pana, widok samochodu elektrycznego na pustkowiu będzie czymś normalnym? 

Oczywiście, że taki widok będzie czymś normalnym. Myślę, że samochody elektryczne wkrótce będą miały zasięg 600 km. O przepraszam, taki zasięg mają już; przykładowo samochód Tesla, a samochód elektryczny Nissan’a będzie mieć już wkrótce. Niedługo zasięg 1000 kilometrów będzie możliwy, więc raczej samochód spalinowy będzie czymś w ogóle niezwykłym. Będzie to po prostu taki gadżet z przeszłości, jakim teraz jest telefon analogowy. 

Podczas podróży z Polski do Japonii, jest Pan w dużej mierze zdany na humory Pana samochodu. Czy jeżeli na bezdrożach nie znajdzie Pan „wtyczki”, żeby doładować samochód, to wyprawa się niebezpiecznie wydłuży się o wiele dni? A jeżeli coś – odpukać – zepsuje się w silniku? Czy wszelkie naprawy przeprowadza Pan sam, czy szuka najbliższego zakładu naprawczego?

Generalnie, założeniem jest przygotowanie się do trasy i odpowiednie przygotowanie samochodu. Myślę, że żaden mechanik, a tym bardziej ja, nie byłby w stanie tak naprawdę naprawić tego samochodu, wiec zawsze bardziej jestem zwolennikiem tego, żeby planować i unikać sytuacji krytycznych. Oczywiście trzeba rozwiązywać te problemy, które napotyka się nagle i są nieprzewidywalne. Natomiast ja myślę, że życie ludzkie jest za krótkie na uczenie się na błędach, więc najlepszą praktyką jest dobra teoria. Czyli odpowiedni model rzeczywistości, w którym działamy. Jeżeli mamy wiedzę na temat rzeczywistości, to możemy wielu błędów łatwo uniknąć. Na przykład, jeśli chodzi o wspomnianą wtyczkę, jest to sprawa tylko i wyłącznie dobrego planowania i zawsze ją znajdowałem. Zawsze dobrze planowałem moją trasę podróży i samochód był zawsze naładowany. Nawiązując do tego, że trasa może niebezpiecznie się wydłużyć, to mogą się pojawić inne niespodziewane przeszkody, na przykład sprawy administracyjne danego kraju*.

życie ludzkie jest za krótkie na uczenie się na błędach, więc najlepszą praktyką jest dobra teoria

Jak w sytuacjach braku dostępu do elektryczności – a w przyszłości, kierowcy będą się spotykać z takimi problemem nagminnie – można sobie poradzić? I jak z Pana doświadczenia radzenie sobie z problemami z samochodami elektrycznymi różni się od naprawy tradycyjnych samochodów? 

Ja myślę, że z samochodami elektrycznymi będzie podobnie jak jest to z telefonami komórkowymi. Kiedyś rzeczywiście można było naprawiać telefony analogowe i wymieniać jakiś mikrofon, jakieś tam druciki, lutować, wymieniać obudowę i tak dalej. Teraz chyba żaden człowiek o zdrowych zmysłach sam tego nie robi. Na pewno 99 % posiadaczy smartfonów nie próbuje naprawiać telefonów komórkowych. Można je włączyć, wyłączyć, zresetować. Ja myślę, że podobnie też będzie z samochodami elektrycznymi. One będą tak niezawodne, że nie będą się ot tak po prostu psuły. Być może będą się psuły mechanicznie, ale to już jakby bardziej z winy samego kierowcy. Wtedy będzie też potrzeba po prostu wymiana całego modułu. Może wtedy już będą drony dolatywać i to wymieniać? Myślę, że wkrótce to właśnie taki model mniej więcej będzie działać. Elektromobilność zmieni sposób życia, zmieni funkcjonowanie człowieka, zmieni jakby te stereotypy, które mamy teraz. Dobrą metaforą jest właśnie smartfon i telefon analogowy

Pomijając już zagorzałą dyskusję na temat samochodów elektrycznych, czy według Pana, branża EV to rzeczywiście przyszłość motoryzacji?

Oczywiście! Jak najbardziej tak. Tak jak już wspomniałem, uważam, że samochody elektryczne są przyszłością. To mogą też być inne warianty samochodu elektrycznego takie jak solarne samochody, solarno-elektryczne, czy nawet solarno-wodorowo-elektryczne (śmiech)! To jest absolutnie przyszłość i myślę że już za 10 lat, podobnie jak teraz telefony analogowe, samochody spalinowe będą po prostu, jakby gadżetem z przeszłości. Takim gadżetem oldschoolowym. Absolutnie standardem będzie wariant samochodu elektrycznego lub samochodu elektryczno-solarno-wodorowego. Tak widzę przyszłość i myślę, że stanie się to bardzo szybko. Twierdzę, że elektromobilność zmieni sposób funkcjonowania ludzkości.

Czy w takim razie planuje Pan powrót do Polski również taką samą trasą? 

Być może tak, zdecyduję o tym w Japonii, ale najpierw muszę tam dojechać**. Być może wrócę tą samą trasą. Bo rzeczywiście podróżowanie samochodem to tak jakby płynięcie jachtem. Ja jestem również żeglarzem i dwa razy przepłynąłem Atlantyk, więc wrócę do Polski „płynąc” przez rzeczywistość w jakimś sensie, promując inicjatywę „No Trace Expedition” do samego końca! A może jeszcze dalej? Może dojadę do Finistère we Francji czy Cabo da Roca w Portugalii, czyli do najbardziej oddalonego przylądka w Europie. Zobaczymy i trzymajcie kciuki***!

Dziękujemy za rozmowę i za to, że nie dołożył Pan ani odrobiny spalin do legendarnego chińskiego smogu!

Dziękuję bardzo.

*przypominamy, że samochód Marka Kamińskiego ma polską rejestrację.

**Marek Kamiński dotarł do Japonii!

*** Marek Kamiński opuszcza Japonię i rusza dalej. Samochodem elektrycznym, ma do przebycia 11,000 km! Życzymy dużo energii elektr….słonczenej!

 

No Trace Expedition” to najnowszy projekt Marka Kamińskiego – podróżnika, autora książek i zdobywcy dwóch biegunów Ziemi w jednym roku. Wyprawa ta to podróż do Japonii samochodem elektrycznym, która rozpoczęła się w maju 2018 r. Marek Kamiński podróżując samochodem elektrycznym, stworzonym z myślą o miastach, chce nam uświadomić, że w taki sposób można przemierzać dalekie i trudne dystanse, a jednocześnie pozytywnie wpływać na otoczenie, chroniąc je przed szkodliwymi śladami ludzkiej działalności. Ekspedycja ma pobudzić odbiorców do działania – do zrównoważonego, odpowiedzialnego stylu życia – w tym świadomego podróżowania. Pisaliśmy więcej o jego projekcie już TUTAJ.

 


Spodobał Ci się powyższy artykuł? Masz pytanie? A może szukasz partnerów do współpracy? Zapraszamy do bezpośredniego kontaktu wszystkich zainteresowanych.

Zespół ChinyTech.pl